Get Adobe Flash player

postheadericon Krzysztof Cieślak: Odbierzmy partiom lokalny samorząd

Wybory samorządowe to dla partii okazja do pokazania siły przed kolejnymi wyborami parlamentarnymi. I dotyczy to wszystkich partii politycznych. „Powinniśmy wziąć 9 województw” ogłasza w prasie jedna z partii. Inna chce mieć wszystkie albo prawie wszystkie. A przecież wybory samorządowe na całym demokratycznym świecie to domena lokalnych społeczności a nie partii.

Przeciwnikiem dla partii na dzielnicowym polu samorządowym w Warszawie stały się pozapartyjne lokalne organizacje społeczne, które zamierzają w wyborach samorządowych wystawić swoich kandydatów. Przeciwnikami stali się również niektórzy radni dzielnic we własnych szeregach, którzy w kończącej się kadencji mieli własne dobre pomysły na rozwiązanie problemów dzielnic Warszawy. Radni ci zostali skreśleni przez swoje partie z list wyborczych. Uzasadnienie: byli nadgorliwi, nie działali w drużynie, nie glosowali jednogłośnie tak jak zaleciła partia, wypowiadali się publicznie inaczej niż partia. Tacy akurat radni są perłami najniższego szczebla samorządu. Dla nich praca w samorządzie to pasja. Mają inicjatywę i dobre, racjonalne pomysły. Partiom przeszkadzają również aspiracje samorządowe lokalnych organizacji społecznych. Te organizacje są solą demokracji lokalnej i muszą być uczestnikami lokalnego samorządu. Tak się dzieje w krajach starej Europy. Piramida demokracji oparta jest tam na szerokiej bazie demokracji lokalnej. Bez tego nie ma decydowania mieszkańców o swoim życiu w małych ojczyznach. W wielu krajach Europy partyjny funkcjonariusz nie ma czego szukać w lokalnych wyborach. Jeśli pojawi się na listach wyborczych jest od razu skreślany. Wybiera się tam ludzi dobrze znanych, z długim doświadczeniem społecznym, z zasługami dla lokalnej społeczności. Mieszkańcy wiedzą, że tacy ludzie mają odwagę walczyć o lokalne sprawy i nie muszą ulęgać partyjnej górze. Wiedzą, że ich przedstawiciele mogą publicznie głosić krytyczne i niepopularne opinie, bez lęku przed partyjną karą.

Według partyjnych radnych piramida demokracji powinna być odwrócona. To partie powinny być bazą demokracji lokalnej i w 100% decydować o lokalnych inwestycjach i lokalnym życiu mieszkańców. Członkowie partii wcale się z tym nie kryją. Takie opinie można znaleźć na stronie internetowej radnego PO: piotrjaworski.waw.pl i na stronie białołęckiego koła PO: naszabialoleka.blogspot.com Na tej stronie Łukasz Gąsior w artykule zatytułowanym „Koszałki opałki” pisze: „Jak sobie wielce czcigodni działacze wyobrażają realizację swoich pomysłów bez radnych w Radzie Miasta i bez poparcia Prezydenta? A może sami wprowadzą kilkunastu swoich przedstawicieli do Rady Warszawy? A może także wybiorą Prezydenta”.

Przekaz jest jasny, trzeba mieć „swojego” prezydenta, „swoją” radę miasta, inaczej nikt niczego nie przeforsuje – żadnego planu, żadnej inwestycji, żadnego lokalnego pomysłu. Dużo do powiedzenia na ten temat ma radny Białołęki z Gospodarności Bartłomiej Włodkowski, którego dobre propozycje były zawsze odrzucane bo nie wychodziły od „partii władzy”. W radach dzielnic nie powinno być partii władzy. Cały skład rady dzielnicy powinien stanowić spójny organizm i jednomyślnie walczyć o dobre rozwiązania dla mieszkańców dzielnicy. Łukasz Gąsior nie widzi też realnych szans na wprowadzenia radnych niezależnych do rady Warszawy. W swoich proroctwach nie przewidział, że powstanie ogólnowarszawska Wspólnota Samorządowa, która będzie miała kandydatów do Rady Warszawy i kandydata na prezydenta Warszawy. Kandydaci do rad dzielnic i rady miasta będą wywodzili się właśnie z lokalnych społecznych organizacji działających w dzielnicach. Ciekawe czy opinie białołęckich członków PO są tylko ich własnymi opiniami. Platforma Obywatelska zawsze deklarowała wsparcie dla aktywnego społeczeństwa obywatelskiego. To władze PO zapowiedziały 3 lata temu wprowadzenie okręgów jednomandatowych. które preferują lokalnych społecznych liderów w wyborach samorządowych. Niestety nie zostały wprowadzone. W kampanii prezydenckiej Bronisław Komorowski ponownie zapowiedział wprowadzenie okręgów jednomandatowych. Lokalne społeczności Warszawy czekają na szybkie spełnienie tych obietnic.

Krytyka obecnego ustroju Warszawy przez organizacje społeczne i twórców reformy samorządowej w Polsce, sprawiły, że również radni PO w Białołęce zaczęli przyznawać, że ustrój Warszawy wprowadzony w 2002 r. jest zły dla mieszkańców dzielnic, szczególnie tych peryferyjnych. Zaraz jednak dodają: jest zły ale się nie zmieni. Nie mają ochoty na jakąkolwiek inicjatywę w tej sprawie, bo scentralizowany ustrój jest dla mieszkańców zły ale dla partii dobry. To w 2002 r. mimo protestów mieszkańców Warszawy, którzy w referendach dzielnicowych opowiedzieli się w 90% za pozostawieniem samodzielnych dzielnic, zmieniono ustrój Warszawy. W sejmie glosami PiS i SLD przy glosie wstrzymującym PO pozbawiono dzielnic samodzielności, a Warszawa stała się jedną gminą molochem. Skończył się wtedy autentyczny samorząd, a Warszawa stała się polem politycznych rozgrywek. Poprzedni ustrój Warszawy z gminą centrum otoczoną samodzielnymi finansowo gminami – dzielnicami, wzorowany na ustroju Paryża wymagał pewnych poprawek. Niestety zanim nabrał rozpędu przestał istnieć. Politykom brakowało centralnej władzy w Warszawie. Mieszkańcy warszawskich dzielnic oczekują powrotu do ustroju z samodzielnymi gminami - dzielnicami. Mają nadzieję, że walkę o samodzielność dzielnic podejmą po wyborach niezależni radni.

Jak funkcjonuje partyjny samorząd po zmianie ustroju Warszawy, pokazały wszystkie lokalne batalie w ostatnich 8 latach, m.in. w sprawie Czajki i bazaru na Marywilskiej.

W tych bataliach partyjny samorząd nie działał na rzecz protestujących mieszkańców. Pokazała to również ostatnia wrześniowa katastrofa ekologiczna w Białołęce. Po raz kolejny w okolicach rozbudowanej oczyszczalni Czajka lały się ścieki miejskie do łatwo przepuszczlanego, piaszczystego gruntu, niszcząc bezpowrotnie cieki wody pitnej na dużym obszarze między Czajką a Wisłą. Z tych wód gruntowych korzystają setki mieszkańców, bo w tym rejonie nie ma wodociągu. Z poprzedniej podobnej awarii, która wydarzyła się w marcu nikt nie wyciągnął wniosków. We wrześniu fontanna ścieków z zatkanego kolektora lała się przez dwa tygodnie. Mimo alarmów mieszkańców i radnego Krzysztofa Pelca, MPWiK nie zareagowało na katastrofę. Ekipa MPWiK pojawiła się na miejscu dopiero po dwóch tygodniach od zgłoszenia. Wszyscy odpowiedzialni za szybkie usunięcie awarii: zarząd dzielnicy, zarząd miasta, spółka miejska MPWiK związani są z jedną partią. Ale jak widać to nie pomaga a przeszkadza.

W najbliższych wyborach samorządowych głosujmy na konkretnych ludzi, nie na partie.

Krzysztof Cieślak – mieszkaniec Choszczówki

 

postheadericon Czytaj również

Aktualności
Facebookfans

Felieton
Artur Magott: AQUAPARK na terenie Białołęki to konieczność

Aktywność fizyczna dla nas i naszych dzieci jest niezbędna dla dobrego zdrowia i lepszego samopoczucia. Rower, piłka, tenis i spacery to najczęściej uprawiane przez mieszkańców Białołęki formy aktywności fizycznej.

 

Więcej …
Wywiad
Krzysztof Pelc: Z absurdami będę walczył ...

z kandydatem na radnego w Dzielnicy Białołęka z listy Gospodarności rozmawia Agnieszka Wróblewska

- Dobrze, że zdecydowałeś się kandydować ponownie w wyborach do Rady Dzielnicy, bo jesteś tu, w naszej części Białołęki najbardziej rozpoznawalnym społecznikiem. Mówi się o Tobie – lokomotywa, która ciągnie lokalne inicjatywy.

 

Więcej …
Logowanie