Get Adobe Flash player

postheadericon Krzysztof Pelc: Moje wybory

Zbliża się koniec kadencji rad samorządu terytorialnego. Czas na rachunek sumienia i na decyzje: dla wyborców na kogo głosować, a dla nas, radnych – podejmować czy nie podejmować ten zaszczyt i obowiązek ponownie? Jeśli startować, to z jakiej listy? Czy mam co zaproponować mieszkańcom? Czy moje propozycje mają szanse się spełnić? Jakich spraw należy i można pryncypialnie bronić do końca, a gdzie trzeba iść na kompromis? Czy po to, żeby działać społecznie trzeba być radnym? Może z równym powodzeniem bez tej funkcji można robić coś pożytecznego dla swojego środowiska lokalnego?

Od pewnego czasu stawiam sobie te pytania. Zastanawiam się też, co mi się udało osiągnąć w minionej kadencji, a gdzie poniosłem porażkę? Czy ta porażka wynikała z mojej winy czy z przyczyn ode mnie niezależnych?

Na początek trochę faktów. Zostałem radnym w tej kadencji z ramienia Platformy Obywatelskiej. Otrzymałem ponad 850 głosów od wyborców, co było jednym z najlepszych wyników w Dzielnicy. Sukces zawdzięczałem i sobie i partii, z której startowałem, o czym rzecz jasna pamiętam. W czasie kadencji zrezygnowałem jednak z członkostwa w PO, ponieważ w kilku istotnych dla Dzielnicy sprawach nie mogłem się podporządkować obowiązującej linii partyjnej. Jak moi Czytelnicy zapewne pamiętają, chodziło o różnice zdań w sprawach związanych z rozbudową oczyszczalni ścieków Czajka, budową spalarni oraz przeniesieniem kupców ze Stadionu na tereny przy ulicy Marywilskiej. Do dziś nie zmieniłem zdania w tych sprawach.

Razem z większością mieszkańców Choszczówki i okolic dzieliłem poważne obawy co do tych inwestycji. Wydawało się, że władze Warszawy podzielają nasze racje i obawy, kiedy jednak nie dotrzymały obietnic wstrzymania budowy spalarni a kilka tygodni później „ zafundowały” nam projekt gigantycznego bazaru przy ulicy Marywilskiej, uznałem, że nie mam ochoty w dalszym ciągu pozostawać w szeregach partii, która ma w tych władzach głos decydujący.

W klubie radnych PO pozostałem, jednak po tym proteście moja pozycja stawała się coraz słabsza. Koledzy z klubu tolerowali mnie łaskawie, a ja sam czułem się wśród nich niezręcznie, wiedziałem, że traktują mnie jak odszczepieńca, który nie sprostał wymogom swojej drużyny. Fakt, że wybrałem własne sumienie a nie dyscyplinę partyjną sprawił, że czułem się w klubie izolowany.

Wiem, że podobną postawę będę reprezentował także w tej kadencji jeśli zostanę radnym. Żadna partia nie toleruje u swoich członków nielojalności, a ja nie mogę obiecać raz na zawsze partyjnego posłuszeństwa. Nie mam ochoty przeżywać kolejny raz dylematu co wybrać – własne zdanie czy klubową dyscyplinę? Takie dylematy powodują dyskomfort przy każdym poważniejszym głosowaniu. Nie chcę, żeby ten dyskomfort w przyszłości mi towarzyszył. Radnym się bywa, a wierność poglądom powinna być trwała. Pracować na rzecz lokalnej społeczności można z różnych pozycji niekoniecznie będąc radnym. Starałem się to robić już wcześniej. Jestem od wielu lat prezesem Stowarzyszenia Nasza Choszczówka, aktywnie pracuję przy wydawaniu gazety o tym samym tytule, od 15 lat jestem organizatorem (przy współudziale wielu osób) Olimpiad Sportowych w Choszczówce, prowadzę Bank Pomocy, oraz szereg innych akcji.

W gazecie Nasza Choszczówka prowadzimy od kilku numerów dyskusję o tym jak powinien wyglądać samorząd, jaka jest w nim rola i miejsce dla partii politycznych, a jaka dla pozarządowych organizacji lokalnych. Niestety, w obecnym ustroju Warszawy dzielnica spełnia tylko funkcje pomocnicze i doradcze. Miasto może je uwzględnić, ale nie musi. Przekonałem się, że w istotnych sprawach my radni dzielnicowi nie mamy wiele do powiedzenia. Rodzi to frustracje i wstyd przed mieszkańcami za firmowanie nie swoich decyzji. Czasem zazdroszczę radnym z małych miejscowości którzy spierają się na co przeznaczyć otrzymane z budżetu pieniądze, co wybudować w pierwszej kolejności, co w drugiej. Spierają się, ale wreszcie zapadają ich wspólne decyzje. Są to decyzje ostateczne i ci lokalni działacze biorą za nie odpowiedzialność. Niestety w dzielnicach warszawskich bywa z tym różnie.

Może gdyby wprowadzono, jak było w programie PO, okręgi jednomandatowe, mniej byłoby polityki a więcej troski o sprawy lokalne. Przynależność partyjna schodziła by na drugi plan, bo mieszkańcy rozliczaliby swoich imiennych przedstawicieli z konkretnej roboty. Myślę, że więcej byłoby wtedy dobrych kompromisów, a mniej kalkulacji politycznych. O tym również należy pamiętać.

Krzysztof Pelc

 

postheadericon Czytaj również

Aktualności
Facebookfans

Felieton
Artur Magott: AQUAPARK na terenie Białołęki to konieczność

Aktywność fizyczna dla nas i naszych dzieci jest niezbędna dla dobrego zdrowia i lepszego samopoczucia. Rower, piłka, tenis i spacery to najczęściej uprawiane przez mieszkańców Białołęki formy aktywności fizycznej.

 

Więcej …
Wywiad
Krzysztof Pelc: Z absurdami będę walczył ...

z kandydatem na radnego w Dzielnicy Białołęka z listy Gospodarności rozmawia Agnieszka Wróblewska

- Dobrze, że zdecydowałeś się kandydować ponownie w wyborach do Rady Dzielnicy, bo jesteś tu, w naszej części Białołęki najbardziej rozpoznawalnym społecznikiem. Mówi się o Tobie – lokomotywa, która ciągnie lokalne inicjatywy.

 

Więcej …
Logowanie