Get Adobe Flash player

postheadericon Robert Kamionowski: Horror na Kobiałce

Wszyscy doskonale wiemy, że – obok nowych ulic, obiektów rekreacyjnych i sportowych, kulturalnych, placówek ochrony zdrowia, żłobków i przedszkoli, Białołęka potrzebuje także nowych szkół. Celowo wymieniłem wszystkie te potrzeby, żeby pokazać, że nie tylko szkół, ale i wielu, wielu innych obiektów nam brakuje i potrzeba. Ale nie o tym, co jeszcze trzeba na Białołęce zbudować należy, lecz o konkretnej budowie rzecz. Na Zielonej Białołęce, której potrzeby są ogromne, wszystkie 3 szkoły podstawowe są obecnie rozbudowywane czy wręcz budowane od nowa. Trwa rozbudowa zespołu szkół na Kobiałce, gdzie mieści się Szkoła Podstawowa Nr 31 i Gimnazjum Nr 125. Jest zrządzeniem losu, a właściwie demografii i urbanistyki, że ta najnowsza na Zielonej Białołęce szkoła, ukończona zaledwie 8 lat temu, w tym krótkim czasie stała się najciaśniejsza. I bardzo dobrze się stało, że włodarze miasta dostrzegli problemy tej szkoły i jej uczniów i przystąpiono do budowy drugiego budynku dydaktycznego. Po oddaniu do użytku z początkiem nowego roku szkolnego, a wszyscy mamy nadzieję, że ten termin zostanie dochowany, zniknie groźba wprowadzenia trzeciej zmiany w nauce, a na jakiś czas (przynajmniej) zajęcia będą mogły odbywać się na jedna zmianę, co uczniom i rodzicom wydaje się, z perspektywy ostatnich lat, wręcz niewiarygodne! I tu Czytelnicy zadają sobie zapewne pytani: skoro „idzie ku lepszemu”, skąd taki tytuł? Czyżby na Kobiałce grasował Freddy Krueger z ulicy Wiązów albo lokalny Adams? Nic z tych rzeczy, na szczęście.

Sprawa jest dużo poważniejsza. Rozbudowa szkoły „zjadła” cały dotychczasowy teren przyszkolny. Nowy budynek powstaje na miejscu 2 boisk i dawnego budynku, w którym ostatnio mieściła się świetlica i biblioteka. O ile starego budynku żal mało, to boisk – owszem. Po budowie w całym zespole szkół, w którym obecnie w podstawówce i gimnazjum uczy się znacznie ponad 500 uczniów (oczywiście na dwie zmiany), zostaje 1 (!) boisko, na którym MUSI „zmieścić się” i piłka nożna, i inne gry zespołowe. A trochę trudno grać jednocześnie w kosza i siatkówkę na tym samym boisku… Ale na poważnie. Po rozbudowie zapewne przez jakiś czas do obu szkół uczęszczać będzie co najmniej 800 uczniów, a potem, po zasiedleniu budowanych stale fragmentów osiedla Regaty, możemy spodziewać się rychłego przekroczenia liczby 1000 uczniów. Jak w tych warunkach rozwijać nie tyle nawet talenty sportowe naszych dzieci, ale zapewnić najbardziej podstawowy kontakt ze sportem, tego rosnącego nam – niestety – pokolenia dzieci wysokich, ale otyłych i mało korzystających z ruchu i sportu. To jest jednak tylko pierwsza część problemu, ta ukryta, jak większa część góry lodowej. Tak, jak z lodowcami, nad powierzchnię wody wystaje też część wprawdzie mniejsza, ale bardziej widoczna, przez co wzbudzająca znacznie więcej emocji.

Przez wiele lat śledziliśmy losy parkingu przy szkole na Podróżniczej. My, rodzice z Kobiałki, współczując tamtym rodzicom warunków błotno-wodnych, przywodzących na myśl skrzyżowanie stepów po jesiennych ulewach z nadbiebrzańskimi bagnami w wiosenne roztopy, w gruncie rzeczy im – zazdrościliśmy! Tak, zazdrościliśmy tego, że pod szkołę można w ogóle podjechać, zaparkować, wysiąść i odprowadzić dziecko. Przecież kalosze powinny i tak być na wyposażeniu każdego samochodu w Białołęce, podobnie jak łopata do odśnieżania. No i wywalczyli utwardzony parking. Ostatnio też parkingu doczekała się wreszcie szkoła na Juranda ze Spychowa. Być może czytelnicy czytali także na różnych forach internetowych dyskusję na temat warunków parkowania pod nową szkołą na Ostródzkiej. Nasuwa mi się refleksja, jak w tym słynnym monologu Nalberczaka w filmie Barei Co mi zrobisz, jak mnie złapiesz: „ja to mam dobrze”! To znaczy, rodzice z Ostródzkiej mają dobrze. Parking na Hemara, ostro przez nich krytykowany, że daleko od wejścia do szkoły, że brak furtki od strony boiska itd., ale jednak JEST. A na Kobiałce – NIE MA. Nie ma żadnego parkingu, nie tylko przylegającego do terenu szkolnego, ale w ogóle ŻADNEGO. Jest tylko zatoka na przystanku autobusowym, i tam rozgrywa się większa część dramatu. Po drugiej stronie ulicy i dalej od szkoły - kawałek pola akurat niezabudowanego, od którego trzeba przejść przez dwie ulice aby dojść do szkoły, nie poprawia ani bezpieczeństwa, ani „komfortu”. O jakim tu zresztą komforcie można mówić, gdy wysiadać można albo w błoto (dobrze znane uczniom i rodzicom z Podróżniczej), albo na ulicę (co na co dzień praktykują rodzice i dzieci na Ostródzkiej). Nie o wygodę jednak idzie, a w pierwszym rzędzie o bezpieczeństwo, bo przecież bezpieczeństwo jest nie tylko dla rodziców, ale i dla władz dzielnicy najwyższym priorytetem.

W 2009 r. poprzednia Rada Dzielnicy dokonała zmiany w obowiązującym wtedy Wieloletnim Programie Inwestycyjnym, zatwierdzonej przez Radę Warszawy, rozszerzając zadanie rozbudowy szkoły o pozyskanie terenu i budowę boisk i parkingu. Były na to znaczne środki finansowe, pochodzące z „zaoszczędzonych” kosztów budowy. Te pieniądze miały zostać właśnie wykorzystane na powiększenia szkoły o ten niezwykle potrzebny teren i stworzenie odpowiednich warunków dla uczniów i rodziców. Niestety, pieniądze jakoś się rozmyły, miasta je zgarnęło, a gruntu nie kupiono (nie wnikam, z jakich powodów, bo to rodziców absolutnie nie interesuje). Jest natomiast tak, że nie ma ani nowych boisk, ani parkingu, ani pieniędzy na nie. Po oddaniu do użytku nowego, ogromnego w skali dotychczasowej, budynku szkoły, problemy wcale nie zmniejszą się, przeciwnie, będzie jeszcze gorzej. Więcej uczniów, którzy ze względu na odległości i bardzo słabą (że tak eufemistycznie się wyrażę) komunikację zbiorową, całkowity brak ścieżek rowerowych, zresztą i parkingu dla rowerów przy nowej szkole też, mogą dojechać w większości samochodami z rodzicami, oznacza więcej samochodów na uliczce nie większej niż ta na parking przy Urzędzie Dzielnicy. Ach, gdybyż można ten sławny (ze względu na niedawny spór o szlabany) parking przenieść z Modlińskiej na Kobiałkę..!

Zrozpaczeni, ale i zdeterminowani rodzice, nie mają już ani cierpliwości, ani chęci czekać. Rada Rodziców i rodzice napisali pismo do władz Dzielnicy i zebrali podpisy, wzywając do natychmiastowego przystąpienia do działań mających poprawić bezpieczeństwo uczniów szkół na Kobiałce, tak, aby zdążyć przed otwarciem nowego budynku.

Panowie Burmistrzowie, Zarządzie Dzielnicy! W Waszym zakresie leżą sprawy oświatowe i inwestycyjne w Białołęce. Wierzymy, że jako przyjaciele tej szkoły (nie umniejszając, oczywiście, przyjacielskich relacji ze wszystkimi szkołami), pomożecie nam. Prosimy nie tylko o trochę grosza, a przede wszystkim o zajęcie się naszym problemem. Niech to nie będzie tylko nasz – rodziców problem, który będziemy musieli sami rozwiązywać. Zwracamy się do „naszych” radnych i burmistrzów z Zielonej Białołęki o sąsiedzką pomoc – zróbcie wszystko, co w Waszej mocy. Wprawdzie wybory dopiero za prawie 4 lata, ale na wdzięczność i pamięć wyborców pracować warto dłużej, niż przez okres kampanii wyborczej. Rodzice deklarują swoją pomoc i zaangażowanie, chęć np. uczestniczenia w zespole utworzonym do opracowania najlepszych rozwiązań. Jak będzie trzeba, będziemy przekonywać opornych aż do skutku.

 

Robert Kamionowski

kamionowski.pl

 
Aktualności
Facebookfans

Felieton
Artur Magott: AQUAPARK na terenie Białołęki to konieczność

Aktywność fizyczna dla nas i naszych dzieci jest niezbędna dla dobrego zdrowia i lepszego samopoczucia. Rower, piłka, tenis i spacery to najczęściej uprawiane przez mieszkańców Białołęki formy aktywności fizycznej.

 

Więcej …
Wywiad
Krzysztof Pelc: Z absurdami będę walczył ...

z kandydatem na radnego w Dzielnicy Białołęka z listy Gospodarności rozmawia Agnieszka Wróblewska

- Dobrze, że zdecydowałeś się kandydować ponownie w wyborach do Rady Dzielnicy, bo jesteś tu, w naszej części Białołęki najbardziej rozpoznawalnym społecznikiem. Mówi się o Tobie – lokomotywa, która ciągnie lokalne inicjatywy.

 

Więcej …
Logowanie