Robert Kamionowski: Szkoły nam się należą
Władze Białołęki ogłosiły niedawno plany budowy nowych szkół. Jak być może Czytelnicy pamiętają z przedwyborczych zapewnień, zaplanowano wtedy budowę 2 szkół, początkowo na Ceramicznej i Hanki Ordonówny, którą to lokalizację zmieniono następnie na okolice Głębockiej lub Hemara. Sprawa „likwidacji” szkoły na Ordonówny wzbudziła wiele słusznych protestów, także opisywanych na łamach Echa Białołęckiego. Jako mieszkaniec Zielonej Białołęki chętnie zobaczę nowe inwestycje w mojej części dzielnicy, ale wiem, że potrzeby nowych szkół nie kończą się na Kanale Żerańskim.
Według oficjalnych danych, w 2010 r. na Białołęce urodziło się 1816 dzieci. Jednocześnie, ostatnio opublikowane dane statystyczne mówią, że Białołęka jest najbardziej „dzietną” i najmłodszą dzielnicą Warszawy, ze wskaźnikiem ponad 19 urodzeń na 1000 mieszkańców. Przy oficjalnej liczbie 80 tys. mieszkańców, a w praktyce – kto to wie, na pewno 100 albo nawet 120 tys. – corocznie rodzi się i rodzić będzie nie mniej niż 2000, a może i bliżej 2500 dzieci, razem z nowo przybyłymi. Za 5-6 lat te urodzone w zeszłym i obecnym roku dzieci pójdą do szkół. Łatwo obliczyć, że za jakiś czas w szkołach podstawowych potrzebnych będzie co najmniej 12, a może nawet 15 tys. miejsc w klasach 1-6, nie mniej niż po 2 tys. dla każdego rocznika dzieci. I to nie licząc obowiązkowych miejsc dla 5-latków w przedszkolach czy oddziałach przedszkolnych. Obecnie na Białołęce jest 10 publicznych szkół podstawowych. Szkół mogących pomieścić około lub ponad 1000 uczniów, i to na co najmniej 2, a może i 3 zmiany, ledwie kilka. Przy okazji ciśnie się pytanie, czy naprawdę chcemy posyłać nasze dzieci do takich molochów?
Na Tarchominie i Nowodworach mieszka już obecnie co najmniej o 800, a zapewne ponad tysiąc dzieci z roczników 2000-2006 więcej, niż mogą pomieścić 4 istniejące szkoły. I to przy założeniu, że nauka w nich odbywa się na 2 albo 3 zmiany, lub byłaby także w soboty! A dzieci z lat 2007-2010 jest jeszcze więcej. Za chwilę potrzebne będą nie 2, jak zaplanowano, ale co najmniej 3, a raczej 4 szkoły. W Białołęce Dworskiej i Choszczówce sytuacja nie jest może tak dramatyczna, bo nie buduje się tam wielkich osiedli. Ale już w Zielonej Białołęce nawet oddanie w tym roku wszystkich 3 rozbudowywanych szkół, polepszy sytuację tylko tymczasowo. To znaczy, doprowadzi te szkoły do stanu nasycenia, a jedyną „rezerwą” będzie przywrócenie nauki na zmiany, jak jest obecnie. Tyle tylko, że ciągle rosną kolejne etapy osiedli na Derbach, Regatach czy wokół Lewandowa, a rozpoczyna się budowa Zielonej Doliny przy Zdziarskiej. I to nie licząc masowo powstających mniejszych osiedli szeregowców czy bliźniaków. Populacja maluchów na Zielonej Białołęce przewyższa już Tarchomin i zbliża się do Nowodworów. Jedna szkoła przy Głębockiej nie załatwi z pewnością rosnących potrzeb, trzeba będzie jeszcze na początek jednej, a potem 2 szkół. Pora więc wrócić do koncepcji szkoły na Hemara.
Ogłoszony plan budowy 3 (zamiast planowanych 2 – za co podziękowania dla Rady Warszawy) nowych szkół podstawowych, przy ich planowanej wielkości, to jakieś 2200 nowych miejsc. Więc po 2013-2014 roku (kiedy te szkoły zostaną wybudowane, miejmy nadzieję o czasie), zabraknie w dzielnicy pewnie od 3 do może nawet 5 szkół. Cykl planowania i budowy szkoły to minimum 4-5 lat, około połowy potrzeba na proces przygotowania, projektowania, pozyskania terenu, wszelkie formalności etc., i jakieś 2 lata na budowę. Oznacza to, że już zaraz, właściwie natychmiast, zaczynać trzeba planowanie kolejnych szkół, a ich budowa powinna rozpocząć się w czasie, gdy kończone będą obiecane teraz 3 nowe szkoły, czyli ok. 2014, najpóźniej 2015 roku. Te szkoły zapewnią minimum miejsc dla dzieci obecnie 2-3 letnich. Dodatkowe szkoły powinny otworzyć swoje klasy już w 2016-2017 roku. Wtedy obecnie urodzone dzieci pójdą do 1 klasy, a są one falą wielkiego wyżu demograficznego na Białołęce.
A na marginesie, za tych kilka lat obecni uczniowie szkół podstawowych skończą naukę w nich i będą musieli pójść do gimnazjów, a gimnazjaliści do liceów. A gimnazjów na Białołęce jest 6, liceum tylko jedno. Czy znajdą dla siebie miejsce na Białołęce, czy może czeka ich podróż do Centrum, gdzie szkół nie brakuje? Ale, jak się mówi, to już zupełnie inna historia….
Dobrze, że władze w ogóle dostrzegają problemy oświatowe Białołęki. Sprawa nie jest jednak załatwiona do końca. Władze Warszawy MUSZĄ mieć świadomość tych potrzeb i zawsze powinny mieć na uwadze najszybciej rozwijającą się – jak twierdzą włodarze miasta i dzielnicy – czy może raczej najszybciej zaludniająca się dzielnicę Warszawy. Czy władze znajdą tyle determinacji, aby te problemy skutecznie rozwiązać, na przykład sprzedać puste szkoły w centrum, gdzie uczęszcza garstka uczniów, a od szkoły do szkoły jest paręset metrów, a nie kilometry, jak u nas. Pieniądze uzyskane za grunt po jednej szkole w śródmieściu sfinansowałyby budowę kilku szkół na Białołęce. Pani Prezydent, rajcowie miejscy – obietnice wybudowania 3 nowych szkół na Białołęce, to już historia. Teraźniejszość i przyszłość stawiają przed Wami dalece większe wyzwania i wymagania. Czy im sprostacie?
Robert Kamionowski
| « Robert Kamionowski: Horror na Kobiałce | Andrzej Świtalski: Polityka w cieniu boiska » |
|---|



