Get Adobe Flash player

postheadericon Krzysztof Pelc: Z absurdami będę walczył ...

z kandydatem na radnego w Dzielnicy Białołęka z listy Gospodarności rozmawia Agnieszka Wróblewska

 

Krzysztof Pelc- Dobrze, że zdecydowałeś się kandydować ponownie w wyborach do Rady Dzielnicy, bo jesteś tu, w naszej części Białołęki najbardziej rozpoznawalnym społecznikiem. Mówi się o Tobie – lokomotywa, która ciągnie lokalne inicjatywy.

– Nie dość że naciągnęłaś mnie na tę rozmowę, która na kilometr zalatuje reklamiarską prywatą przed wyborami, to zaczynasz od komplementów.

– Nie mówimy na razie o tym jak grałeś w roli radnego, tylko o tym co robiłeś i robisz niezależnie od Urzędu. A ta akurat Twoja działalność zasługuje na reklamę. Niech wymienię tylko część wagonów, które ciągnie nasza Lokomotywa poza własnymi obowiązkami zawodowymi.

Gazetę „Nasza Choszczówka” wydajemy już blisko 10 lat i jestem pewna, że gdyby nie Twoja determinacja. dawno by upadła. Robimy to chętnie w parę osób, ale pod warunkiem, że ktoś, czyli Ty, organizuje całe zaplecze techniczne, finansowe i społeczne.

Od 15 lat ciągniesz olimpiady sportowe w Choszczówce. Wielka impreza, stała się dorocznym świętem lokalnym. Przez te 15 lat już trzy tysiące dzieci przeżywało emocje sportowe na leśnych polanach zamienianych w stadion. Będą to pamiętać całe życie. Dorośli przychodzą kibicować, ale też spotkać się, pogadać z sąsiadami. Armia ludzi się angażuje – panie pieką chleb, robią smalec, pieką ciasto, zbierają fanty na loterie. Dzieci mają chyba piękne wspomnienia bo kilkaset byłych zawodników, którzy wyrośli z wieku olimpijskiego, i są w gimnazjum, liceum, na studiach czy nawet na posadach, zgłasza się do pomocy przy organizacji kolejnych zawodów.

Dla sąsiadów, którzy mają trudną sytuację życiową, od 8 lat organizujesz Bank Pomocy. Gazeta „Nasza Choszczówka” pełni tu rolę pośrednika. Wielu rodzinom udało się pomóc Ostatnio zmobilizowałeś ludzi do pomocy powodzianom z Woli Przemykowskiej. Cały kontener darów – mebli, urządzeń AGD, ubrań, pościeli dotarł do ofiar kataklizmu.

Od 6 lat przed Gwiazdką patronujesz akcji „I ty zostaniesz Mikołajem”. Mieszkańcy zamożniejsi kupują prezenty dzieciom z mniej zamożnych rodzin, a młodzi wolontariusze w przebraniu Mikołajów rozwożą przed wigilią te paczki do domów.

– Przeceniasz moje zasługi w tych akcjach. Po pierwsze w Stowarzyszeniu „Nasza Choszczówka” jest pełno aktywnych mieszkańców z pomysłami. Poza tym pamiętaj, że ludzie lubią pomagać innym, czuć się potrzebnym, lubią też należeć do wspólnoty która coś sensownego robi. Mamy tu taką wspólnotę. Wystarczy sąsiadów skrzyknąć, a to jest przecież drobiazg!

– Ładny drobiazg! Właśnie do takiego skrzykiwania się w dobrej sprawie nie ma chętnych. Nie licząc skrzykiwania się dla politycznej kariery. Poza tym trzeba mieć w sobie to „coś”, żeby ludzie posłuchali. Młodzież tutejsza, która tak aktywnie udziela się przy organizacji olimpiad mówiła mi, że jak pan Krzysztof dzwoni żeby przyjść, to nawet nie pytamy po co, tylko idziemy. Od dawna masz takie organizatorskie hobby?

– Kiedyś mieszkałem w blokach, tam życie sąsiedzkie nie sprzyjało integracji, dopiero tu, w Choszczówce spotkaliśmy sąsiadów którym też się chciało coś wspólnie zrobić – pierwsza olimpiada dla dzieci odbywała się w przydomowym ogródku, spotkania przy grillu, ogniska, śpiewy, aż wyrosło z tego Stowarzyszenie z działalnością pożytku społecznego. Z wykształcenia jestem magistrem melioracji, ale praca społeczna zawsze bardziej mnie pociągała niż gospodarka wodna.

– Aż stałeś się prowodyrem i logiczne było, że podjąłeś się roli radnego w Dzielnicy. Cztery lata minęły jak jeden dzień, jak je podsumować?

– Z tych czterech lat połowę zajęły mi protesty więc nic twórczego, niestety. Ale akurat spadły w tym czasie na Białołękę dwie, wielkie, niechciane inwestycje – spalarnia odpadów przy Czajce i bazar na Marywilskiej. Mnóstwo czasu strawiłem na zmagania z decyzjami, które arbitralnie podjęły władze miasta. Nie mam walecznej natury, ale po naszej stronie były poważne argumenty, zamówiliśmy ekspertyzy, zebraliśmy tysiące podpisów mieszkańców, którzy nas nie tylko wspierali, ale wpłacali pieniądze na prawników i gorliwie zachęcali do walki z tymi decyzjami. Niestety, obydwie sprawy w starciu z miastem przegraliśmy.

– A Ty oddałeś legitymację PO.

– Nie dlatego, że przegrałam i że nie moje było na wierzchu. Tu chodziło o styl w jakim ten spór został rozegrany. Przeciwko budowie spalarni przy Czajce opowiadali się absolutnie wszyscy radni w Białołęce, niezależnie od tego w jakiej byli partii. Eksperci przedstawili poważne argumenty przemawiające za tym, że bardziej racjonalnie, a także taniej można odpady z oczyszczalni spalać gdzie indziej. Nie ma sensu do tego wracać, obszernie pisaliśmy o tym w naszej gazecie. Tak więc wszyscy radni byli zgodni, jednogłośnie podjęliśmy stosowną uchwałę. A Rada Warszawy i tak zrobiła swoje, czyli zdecydowała że spalarnia będzie tutaj.

– I co na to Rada Dzielnicy?

– Miasto miało prawo tak zdecydować, bo rady dzielnicowe przy obecnym ustroju stolicy są jedynie jednostkami doradczymi. Mogą mieć swoje zdanie, ale miasto nie musi się z nim liczyć. Myślę jednak, że pani Prezydent nie czuła się wtedy komfortowo. Po pierwsze tu, w Białołęce, obiecywała przed wyborami że zrobi wszystko żeby spalarni już nam nie dodawać. Większość radnych przyjęła narzucony werdykt spokojnie. Nie byli aż tak zdeterminowani, żeby się łańcuchem przykuwać do oczyszczalni. Tylko nas paru, z terenów bliższych tego trującego miejsca, pisało odwołania do sądu, do kolegium. Wreszcie uznaliśmy, że nie ma sensu dalej kopać się z koniem.

– Podobnie było z decyzją o przeniesieniu kupców na ulicę Marywilską?

– Ten przypadek był inny, i moim zdaniem bardziej drastyczny. Władze miasta miały kłopot z kupcami spod Stadionu, musiały ich gdzieś upchnąć a żadna dzielnica nie chciała mieć u siebie tego bazaru. Diabli wiedzą dlaczego Ratusz czuł się zobowiązany zapewnić kupcom miejsce do handlowania. Umowy najmu z nimi wygasły, nikt im nie obiecywał „lokalu zastępczego”, ogromna większość tych handlarzy działa w szarej strefie, rachunków żadnych, podatki płacą minimalne. Ale wszystko jedno, miasto miało interes do załatwienia. Nie było żadnych konsultacji z naszą Radą, w ogóle nie pytano nas o zdanie. Bomba z bazarem spadła na nas dwa tygodnie po klęsce ze spalarnią i jeśli o mnie chodzi przepełniła miarkę. My tu próbujemy się pozbierać po przegranej, piszemy odwołania, a okazuje się że Miasto wrzuca do Białołęki kolejne zgniłe jajo. To był nóż w plecy.

– Konsultacje odbywały się zapewne z burmistrzem i zadziałała dyrektywa partyjna.

– Zdziwiło mnie, że nasz burmistrz tak łatwo to przełknął. Nie wiem czy zadziałała dyscyplina partyjna czy też uwierzył w obiecane korzyści dla Dzielnicy – zyski z bazaru, dwupasmowa Płochocińska, poszerzona Marywilska. Zresztą wielu uwierzyło. Koledzy mi mówili: nie przesadzaj, zyskamy na tym, zbudują nowe ulice, poprawią komunikację. Teraz bazar jest, a dwupasmowej Płochocińskiej nie ma w wieloletnim planie inwestycyjnym. Co do poszerzenia Marywilskiej - jest wciąż w fazie projektów. Póki co ten bazar działa na małych obrotach – handluje już 800 kupców i ludzie mało o tym wiedzą. Ma być 3 tysiące kupców i kilkanaście tysięcy kupujących. To z całą pewnością będzie generować korki.

– Byłam tam, warunki są cywilizowane, teren uporządkowany, chociaż obok ruiny nierozebranych fabryk dalej straszą. Ale asortyment i ceny porównywalne z przeciętnym supermarketem, więc po co indywidualni klienci mają tam jeździć? Opłacalny jest pewnie hurt, a drobni kupcy przyjeżdżają po towar zwykle o świcie, kiedy ruch mieszkańców do pracy jeszcze się nie zaczął.

– A wyjeżdżają z towarem ok. 8-ej. Detaliści będą tam wjeżdżać i wyjeżdżać przez cały dzień. To oznacza kilka tysięcy nowych przybyszów w tej części dzielnicy. A modernizacji ulic wciąż nie ma. Tego typu hurtownie lokuje się zwykle na obrzeżach miasta, tu jest dzielnica mieszkaniowa.

– Samorządność kłóci się z dyscypliną partyjną, bo radny nie powinien ślepo słuchać zwierzchników a kierować się interesem wyborców. Ale czy partia w samorządach nie może mieć racji? Przecież im też chodzi o wyborców.

– Naturalnie! Działacz partyjny jest w dzielnicy takim samym samorządowcem jak nie partyjny, a w dodatku może być bardziej skuteczny, bo kiedy reprezentuje interesy wyborców łatwiej mu zdobyć poparcie kolegów we władzach miasta. Ponadto większość w klubie partyjnym nie tylko może mieć rację, ale najczęściej ją ma, bo interes miasta i mieszkańców jest zwykle dla nich nadrzędny. Są jednak wyjątki – kiedy w grę wchodzą decyzje niepopularne a władzom miasta zależy żeby je szybko przeforsować. Wtedy w kąt idą zasady demokracji w samorządzie i sięga się po narzędzie brutalne i dzięki temu skuteczne – dyscyplinę w głosowaniu dla partyjnej większości. Nie uważam, że interesy władz miasta z reguły kłócą się z interesami mieszkańców. Tak nie musi być i tak nie jest. Władza ma swoje racje – spalarnie gdzieś trzeba zbudować, bazar przenieść. Ale decyzje nie powinny zapadać arbitralnie, z pogwałceniem zasad demokracji. Tym bardziej kiedy są krzywdzące dla jakiejś części mieszkańców, a radni którzy tych mieszkańców reprezentują głosują „za”, nie z przekonania, a dlatego że są zobligowani do dyscypliny partyjnej. Wtedy samorządność zostaje zgwałcona.

– Wyobrażam też sobie inną sytuację że dyscyplina w głosowaniu może nam, mieszkańcom, wyjść na dobre. Na przykład kiedy trzeba wytyczyć ulicę, a każdy z samorządnych radnych ma na to inny pomysł.

– Gdyby radni nie umieli się ze sobą dogadać i każdy ciągnął w swoją stronę – byłoby rzecz jasna jeszcze gorzej. Pewnie tęsknilibyśmy wtedy do partyjnej dyscypliny. Uważam, że Platforma jest partią nowoczesną i jej program rozwoju miasta jest dobry. Mój protest dotyczył, wyjątkowych sytuacji i i wyjątkowo niedemokratycznie podjętych decyzji.

– Co zamierzasz robić w drugiej kadencji jeśli Cię wybierzemy?

– Nie obiecuję, że będę radnym od tropienia dziur w jezdniach. Chociaż akurat w tej materii udało mi się w minionej kadencji odnieść parę sukcesów. M.in. „wydreptałem” w Zarządzie Dróg Miejskich oświetlenie ulicy Polnych Kwiatów. Dziesiątki razy tam chodziłem i dzwoniłem, żeby po dwóch latach udało się wreszcie założyć parę lamp na tej przelotowej ulicy! Zrozumiałem przy okazji jak silny jest opór materii administracyjnej przy załatwianiu czegokolwiek. Mam zamiar w dalszym ciągu zajmować się Gazetą, Olimpiadą, Bankiem Pomocy, ale jeśli zostanę radnym chciałbym także aktywnie włączyć się w budowę infrastruktury społecznej w Zielonej Białołołęce. Głównie chodzi o wschodnią część Dzielnicy, która dynamicznie teraz rośnie, mieszka tam już ok. 20 tysięcy ludzi, jedna czwarta mieszkańców, a nie mają prawie nic. Potrzebny jest dom kultury, obiekty sportowe, może klub sportowy dla młodzieży, żeby nie zbierała się tylko przy piwku na przystankach.

W swojej ulotce wyborczej piszę o sprawie dla nas, mieszkańców Dzielnicy podstawowej – komunikacji do centrum miasta. Szczególnie pilne jest poszerzenie Marywilskiej i Płochocińskiej, ale też usprawnienie kolei. Chodzi nie tylko o to, żeby kursowała częściej, ale żebyśmy jeździli bezpiecznymi i nowoczesnymi pociągami i żeby przy stacjach powstały wreszcie porządne parkingi. Wciąż nie jest załatwiona rozbudowa kanalizacji i budowa wodociągów na osiedlach. Będę się starał przyspieszać te prace, bo wloką się okropnie ospale. No i sprawa bezpieczeństwa mieszkańców ze strony spalarni przy Czajce. Szczególnie leży mi to na sercu. Nie chcieliśmy tej spalarni, ponieważ baliśmy

się zatrucia środowiska. Uspakajano nas obietnicą stałego dostępu do monitoringu – żebyśmy w każdej chwili mogli sprawdzić czy procesy spalania przebiegają zgodnie z normami europejskimi. Dopilnujemy tego.

 

postheadericon Czytaj również

Aktualności
Facebookfans

Felieton
Artur Magott: AQUAPARK na terenie Białołęki to konieczność

Aktywność fizyczna dla nas i naszych dzieci jest niezbędna dla dobrego zdrowia i lepszego samopoczucia. Rower, piłka, tenis i spacery to najczęściej uprawiane przez mieszkańców Białołęki formy aktywności fizycznej.

 

Więcej …
Wywiad
Krzysztof Pelc: Z absurdami będę walczył ...

z kandydatem na radnego w Dzielnicy Białołęka z listy Gospodarności rozmawia Agnieszka Wróblewska

- Dobrze, że zdecydowałeś się kandydować ponownie w wyborach do Rady Dzielnicy, bo jesteś tu, w naszej części Białołęki najbardziej rozpoznawalnym społecznikiem. Mówi się o Tobie – lokomotywa, która ciągnie lokalne inicjatywy.

 

Więcej …
Logowanie